Czy możemy oceniać to, jakie rozwiązania wybierają osoby w naszym otoczeniu, aby poradzić sobie z kryzysem? Czy rozwiązania typu: „Idź na siłownię”, „Umów się na kawę z koleżanką”, „Posprzątaj w domu” są zawsze jednoznacznie złe lub dobre? W życiu codziennym często odpowiedź wydaje się być oczywista – przecież kawa w ulubionej restauracji nie rozwiązuje problemów. Kiedy wali się czyjś cały świat, kiedy ktoś nie wie, jak się nazywa, i jedyne, na co ma siłę, to leżeć w łóżku i płakać, wówczas wyjście do parku jest mało zachęcającą perspektywą powrotu do równowagi. I tutaj pojawia się moment, w którym musimy się zatrzymać. Właśnie daliśmy się wpędzić w pułapkę, która polega na tym, że oceniliśmy czyjeś rozwiązania, bazując na własnych doświadczeniach. Poznaliśmy przecież tylko jedno zdanie z całej historii czyjegoś życia, które nie mówi nam właściwie zupełnie nic poza tym, że osoba ta jest w jakiejś trudnej sytuacji. Z łatwością wydaliśmy osąd. Właściwie bez żadnej wiedzy zdecydowaliśmy, że spacer, kawa czy porządki to nieadekwatne działania.

W psychologii takie wnioskowanie nazywamy schematem poznawczym. „Schematy zawierają nie wszystkie informacje na temat danego fragmentu rzeczywistości, lecz wiedzę uogólnioną, wyabstrahowaną z konkretnych doświadczeń (epizodów, czyli egzemplarzy schematów). (…) Ogólnie rzecz biorąc, obowiązuje zasada, że im lepiej wykształcony jakiś schemat, tym bardziej jego zawartość pozostaje wyabstrahowana z wiedzy o konkretnych egzemplarzach, im zaś słabiej wykształcony schemat, tym większą rolę w jego reprezentacji odgrywają wiadomości o pojedynczych egzemplarzach” (Sherman, 1996). Oznacza to, że jeżeli raz w życiu lecieliśmy samolotem, a w trakcie tej podróży musieliśmy awaryjnie lądować z powodu usterki, nasz schemat „latania samolotem” będzie słabo wykształconym odzwierciedleniem tego jednego doświadczenia – być może łatwo będziemy osądzać, że takie sytuacje często się zdarzają. Jeżeli natomiast odbyliśmy dziesiątki lotów i ten z awarią był jednym z nich, nasz schemat jest dobrze wykształcony, a pojedyncza sytuacja będzie dla nas wyjątkiem, nie regułą. Uniwersalną zasadą budowania takich schematów jest ich prototypowość, co oznacza, że rdzeniem znaczeniowym jest prototyp, czyli egzemplarz najbardziej typowy, najlepiej spełniający dany schemat. Najczęściej jednak prototyp jest uśrednioną wiedzą o większości napotkanych (w szczególności niedawno – efekt świeżości) egzemplarzy. Dobrze jest wiedzieć, że ludzie dość silnie różnią się dostępnością poszczególnych struktur, a więc tendencją do częstszego aktywizowania i używania (oraz nadużywania!) konkretnych kategorii (Wojciszke, 2011). Tak na przykład w społeczności osób interesujących się działalnością Fundacji Ernesta każdy ma swój własny schemat „kobiety, która doświadczyła straty”, zbudowany na osobistych doświadczeniach i obserwacjach. Dzięki temu, że takie struktury istnieją, łatwo nam poruszać się w świecie społecznym. Nie musimy zastanawiać się nad definicją każdego wydarzenia, intuicyjnie rozumiemy, co to oznacza i jakie emocje za sobą niesie. Schematy są nam potrzebne w codziennym życiu, bez nich z pewnością czulibyśmy się zagubieni. Ważne jednak, aby pamiętać, że mogą one być tylko naszym spojrzeniem na rzeczywistość, a nie ogólną, obiektywną prawidłowością.

Często słyszy się, że w stresie ktoś nie jest w stanie w ogóle jeść, a ktoś inny zjadłby dwie tabliczki czekolady i zapił słodkim napojem. Nie kwestionujemy tego, rozumiemy, że ludzie mają różne rozwiązania (abstrahując od tego, czy są one zdrowe, czy nie). Dlaczego więc w kwestiach tak delikatnych, jak próba czyjegoś stanięcia na nogi po traumatycznym wydarzeniu, tak łatwo przychodzi nam rzucanie rozwiązań i ocenianie ich przydatności? Myślę, że warto, aby każdy z nas odpowiedział sobie na to pytanie, ponieważ wszyscy to robimy! Ja również nie jestem święta, moje zawodowe życie polega na uczeniu się, jak być obok, nie sugerując swoich własnych schematów. I paradoksalnie właśnie w pracy jest to łatwiejsze. Dlatego rozumiem, że kiedy staje przed nami ukochana osoba, która na naszych oczach traci grunt pod nogami, nie jest łatwo powstrzymać się od komentarzy typu: „Napij się herbaty, to Ci na pewno pomoże”… Całe lata uczono nas, że musimy wiedzieć, co powiedzieć; że jeżeli pojawiają się sytuacje, kiedy nie mamy pojęcia, jak zareagować, co zrobić, to znaczy, że za mało wiemy albo nie słuchaliśmy na lekcji. Pojawia się ten wewnętrzny krytyk, który wystawia nam ocenę niedostateczną za nieodrobioną pracę domową. A to przecież zupełnie nie tak! To zdrowe, że nie zawsze wiemy, co powiedzieć. Nie nosimy przecież w głowach wszystkich doświadczeń świata. Teraz zostało tylko pozwolić sobie na tę niewiedzę. Nauczyć się mówić: „Nie wiem, co powiedzieć, jak patrzę na Ciebie. Jest mi bardzo przykro, ale nie mam pojęcia, co zrobić. Powiedz, jak Ty to widzisz, czy jest coś, co w tej chwili mógłbym zrobić, żebyś poczuł się lepiej”. Pewnie często usłyszymy, że nie, że nie ma nic takiego – i to jest w porządku. Nie na wszystko jest rozwiązanie tu i teraz. Ale kiedy usłyszymy: „Wiesz co, mam ochotę na spacer”, to nawet jeżeli wydaje się nam to najmniej przydatnym rozwiązaniem, przypomnijmy sobie, że to NAM się wydaje.

Inga Kloze

Psycholożka

Bibliografia:

Sherman, J.W. (1996) Development and mental representation of stereotypes. „Journal of Personality and Social Psychology”, 70, 1125-1141. Wojciszke, B. (2011) Psychologia Społeczna.